piątek, 19 września 2014

Rozdział 1

Wszyscy uczniowie wtoczyli się do Wielkiej Sali. Nauczyciele dyskutowali ze sobą przyciszonymi głosami co jakiś czas marszcząc brwi lub kiwając głowami. Gdy osoby z siódmego roku podeszły do stołów wstała obecna dyrektorka Hogwartu.
 - Proszę o ciszę! - zabrzmiał jej donośny głos.
W tej chwili wszystkie pary oczu zwrócone były ku mówiącej. Profesor Natalie Oleche była kobietą w średnim wieku, odzianą w złote szaty. Odchrząknęła znacząco i zaczęła przemowę.
 -  Zapewne wiecie, że rozpoczynamy ciężki rok szkolny. Niezwyciężona zapragnęła pomścić Voldemorta... - wciągnęła głośno powietrze. - Mam nadzieję, że przyłożycie szczególną uwagę do obrony przed czarną magią... Harry Potter. Ten słynny Harry Potter... - zmrużyła lekko oczy. - Jego moc okazała się o wiele słabsza niż Morte... Dobrze-Wiecie-Kogo... Ale nie przedłużajmy. Profesorze Longbottom, czy mógłby pan zakładać uczniom na głowy Tiarę Przydziału?
Ciemnowłosy mężczyzna z lekkim zarostem wstał o mało nie przewracając krzesła i uśmiechnął się słabo. Mruknął zaklęcie, po którym pojawił się owy przedmiot i podszedł do profesor Oleche. Ta podziękowała mu skinieniem głowy i przeczytała pierwszą pozycję na liście. Anelle Lisa trafiła do Ravenclavu. Po paru pozycjach nadeszła kolej Elizabeth.
 Tiara chwilę siedziała cicho. Potem szepnęła do niej.
 - Liz. Liz Crayon. - pisnęła. - Pasujesz mi do Slitherinu...
Na samą myśl o tym domu oczy dziewczyny wychodziły z orbit.
 - No dobrze... GRYFFINDOR!
Szczerząc się podeszła do swojego stołu. 
 I wtedy to się stało. Błękitne tęczówki blond włosej natrafiły na srebrzyste patrzałki chłopaka.
 - Malfoy Scorpius! - wykrzyknęła Natalie.
Szybko odwrócił wzrok. Tiara Przydziału, co było zadziwiające milczała. Przecież jak każdy przedstawiciel rodu M. ten osobnik powinien trafić do Sli...
 - GRYFFINDOR! - kapelusz wrzasnął tak głośno, że większość czarodziejów zakryła uszy.
W sali rozległa się cisza. Nawet bohaterowie siódmego roku zakrywali dłonią usta. Scorpius oprzytomniał i sztywnym krokiem skierował się w stronę Liz. Usiadł siedem metrów od niej pustym wzrokiem wpatrując się w ścianę.
 - Mapisty Rosalie! - ogłosiła zarządczyni szkoły.
 Wkrótce na półmiskach pojawiły się rozmaite potrawy i desery. Potterowie i Weasleyowie żywo prowadzili konwersację co jakiś czas wypytując o coś Crayon. Jak zauważyła czarodzieje i czarodziejki konsumowali z dala od Malfoy'a. Niebieskooka porzuciła ledwo napoczęty kawałek kurczaka i przysunęła się do niego.
 - Elizabeth Crayon. - podała mu dłoń.
Zdziwiony chłopak uścisnął ją lekko patrząc na nią jak na wariatkę.
 - Scorpius Malfoy. - szepnął ogarniając wzrokiem salę.
Rose zmrużyła oczy patrząc na tych  dwojga. Trzeba będzie uważać. No tak, na Lizzy też.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz